że wpłynęła tylko
Kategorie

że wpłynęła tylko

że wpłynęła tylko jedna odpowiedź na ofertę) — tak ciekaw był, czy będzie to spotkanie z dru­gim sprawiedliwym. Ciekaw był tego człowieka, autora ogłoszenia, chciał sam dopisać drugą część historii. Pod­jął trzy tysiące złotych ze swojego konta PKO i udał się do kawiarni „Czytelnika\", gdzie umówili się tele­fonicznie. Wrażenie, jakie sprawiła na nim fizys czło­wieka z ogłoszenia, nie było zbyt dodatnie. Ale, chcąc konsekwentnie prowadzić grę, nie pytając tego człowieka nazwisko ani nie żądając pokwitowania, wręczył mu paczkę banknotów. Próba miała być dokonana jak ekspe­ryment naukowy: w jałowych, nie zanieczyszczonych żad­nym kompromisem warunkach. Miała być też niejako spełnieniem warunków postawionych w ogłoszeniu — miała być i dla tego drugiego sprawdzianem. Umówili się, że za pół roku, 8 października, tamten odda pienią­dze. Tego dnia przypadają urodziny pisarza. Przez kilka miesięcy dłużnik telefonował do wierzyciela dziękując mu relacjonując zmiany w jego życiu spowodowane pożycz­ką. Fabułka ułożona była na schemacie bajeczki o dzban­ku mleka: za trzy tysiące kupił filmów, zrobił tysiące zdjęć w czasie wakacji, teraz rozsyła je z zarobkiem, nie­długo zwróci pieniądze. Po raz ostatni połączył się z nu­merem pisarza w dniu 1 października. Potem umilkł. Jed­nak w czasie jednej z rozmów, w ferworze swojej gry, zdradził nazwisko i imię jednego ze swoich krewnych. Do­wiedziawszy się o tej sprawie, poprosiwszy o zezwolenie pisarza zadzwoniłem do owego krewnego, prosząc go o adres dłużnika. Miało to natychmiastowy skutek. W kil­ka dni potem zjawił się dłużnik w mieszkaniu literata. Wręczył tymczasem pięćset złotych. Na dole przez cały czas czekała na niego taksówka. Odjechał. Jeden z widzów tej sprawy daje następujący komen­tarz: eksperymentatorem był tutaj tylko ten, kto napisał ogłoszenie. To on był psychologiem. Pisarz, który chciał dokonać eksperymentu — sam stał się jego obiektem. Treść ogłoszenia była wyważona, była chwytem — miała od­działać na człowieka, który nie odwróci wzroku od słów: „ten, któremu powiodło się w życiu\" i będzie próbował ekspiacji, „odkupienia\", przypodobania się losowi, wy­wdzięczenia się mu za swoje powodzenie. Termin zwrotu: dzień urodzin pisarza, potwierdza to przypuszczenie. Pi­sarz mówi, że zawiódł się nieco na ludziach i więcej tak nie postąpi. Na następne podobne ogłoszenie, być może, nie napłynie ani jedna oferta. Nawet relacja 1 (ilość ofert): 300 tysięcy (nakład „Kulis\") maleje. Eksperyment tego, który dał ogłoszenie — udał się. Tego, który odpo­wiedział — nie. Tej treści ogłoszenie ogromnego formatu, złożone gru- bą czcionką ukazało się pewnego dnia w „Życiu Warsza- wy\": Wojewódzkie przedsiębiorstwo ARGED w Warszawie zwraca się z uprzejmą prośbą do wszystkich osób, które w okresie od 8 do 14. III. 61 nabyły kuchnie gazowe 4-pal-nikowe produkcji NRD, ażeby bezzwłocznie zgłosiły się w bardzo ważnej sprawie do Dyrekcji Przedsiębiorstwa w Warszawie (tu adres, godziny urzędowania). Pewna starsza osoba, mieszkająca pod Warszawą, na­tychmiast po przeczytaniu tego ogłoszenia wsiadła w po­ciąg elektryczny: na dworcu Śródmieście wzięła taksówkę, wbiegła na piętro, zaczęła walić w drzwi. Chwila ciszy, która nastąpiła, omal nie przyprawiła ją o omdlenie. Po chwili dopiero gosposia jej córki uchyliła drzwi: „Co star­sza pani tak burzy do drzwi?\" „Wszyscy zdrowi?\" „A co by mieli nie być zdrowi?\" „A kuchenka?\" Starsza pani zadzwoniła do mnie: „Niech pan zbada, kto naraził życie setek osób\". Połączyłem się z dyrekcją Argedu — odnajdu­jąc ją w książce telefonicznej (od razu uderzyło mnie, że w ogłoszeniu nie było podanego numeru telefonu, tylko adres wraz z dojazdami). Powiedziałem, że dzwonię

Poprzedni - Jeszcze kto inny
Następny - W spra­wie ogłoszenia.

Strony pokrewne